art of manipulation cover

 

 DEATHINITION jest kolejną nadzieją polskiego thrash metalu. Jedynie taka myśl kołacze mi się po głowie podczas kolejnego odsłuchu epki „Art of Manipulation”, wydanej w 2013 roku. I aż się dziwię, że do tej pory zespół nie dorobił się kolejnego materiału. Już tłumaczę dlaczego…

 Odpalam pierwszy utwór, „My Personal Maniac Fear” i jakby za przyciśnięciem magicznego guziczka, cofam się do lat 80tych. Zespół atakuje bez ostrzeżenia i od pierwszych dźwięków słychać, że tu rządzi oldschool, nie ma miejsca na żadne aranżacyjne nowostki typu groove, industrialne wtręty, skrecze czy klawisze. Całość napędzają mknące szybko, agresywne riffy. Perkusista też się nie oszczędza, okładając namiętnie werbel i chętnie używając podwójnej stopy. Tak samo hardo zespół gra w drugim kawałku, „Art of Misunderstanding”. Tu ciekawostką jest solo na basie, które wyskakuje znienacka jak diabeł z pudełka. Niby mała rzecz a przykuwa uwagę i cieszy. Nic się nie zmienia w kolejnym utworze, czyli „Priest”. Uśmiech na twarzy wywołują fragmenty, kiedy gitary graja riffy brzmiące jak metalowa wersja tornada. Numer 4 to jedyna w zestawie piosenka z polskim tekstem, czyli „Kłamstwa dla mas”. Be żadnego wstępu jesteśmy chłostani przepięknie tnącymi riffami. I to koniec…tak, niestety, epka „Art of Manipulation” to tylko 4 kawałki. A szkoda, bo po ich wysłuchaniu mas się apetyt na więcej.

 Jeżeli miałbym zaklasyfikować DEATHINITION do której z czterech wielkich szkół thrash metalu, to bez wątpienia zaliczyłbym ich do szkoły SLAYER. Okazuje się jednak, że moje starcze ucho już zawodzi, a sami muzycy inspirują się takimi nazwami jak EXODUS, VIO-LENCE, HEATHEN, FORBIDDEN. Ten ostatni band gdzieś tam mi się przewijał przez głowę z racji bardziej melodyjnego posmaku niektórych fragmentów utworów DEATHINITION.

 Tak czy owak, jak wspomniałem, utwory bazują na agresywnych, zaczepnych, granych żwawo riffach. Świadczy o tym chociażby fakt, jak często w tej recenzji użyłem słowa riff ;-) Na słowa uznania zasługuje też wokalista, który mimo iż śpiewa dosyć melodyjnie, nie zmiękcza wydźwięku całości materiału.

 Na koniec jeszcze kwestia brzmienia. Wspomniałem o odlschoolowym klimacie, ale nie ma tu mowy o brzmieniu rodem z pierwszych materiałów SODOM czy BATHORY. Wszystko nagrane jest selektywnie, gitary są odpowiednio mięsiste, perkusja ma odpowiednie uderzenie, bas jest słyszalny w miksie. Jak na pierwszy pełnoprawny materiał, jest bardzo, bardzo dobrze.

 Tak więc, piszcie do zespołu, ślijcie prośby i groźby – niech nagrają coś nowego!!! Ja czekam!!!