Folder

 

 CAVADOR pochodzi z Argentyny. Grają thrash metal. Na swoim koncie mają dwie płyty długogrające, trzy epki i album koncertowy. Zespół inspirują takie nazwy jak: SODOM, MEGADETH, EXODUS, TESTAMENT. Biografia kapeli jest jeszcze bardziej pokręcona niż muzyka zespołu. Tak więc przejdźmy do konkretów…

 Wydana w 2015 roku epka „Prohibido Nacer” budzi we mnie mieszane odczucia. Napisze od razu co mi nie pasuje i zaburza jednoznacznie pozytywny odbiór muzyki Argentyńczyków. Powinni zmienić wokalistę. Pomimo tego, że koleś drze się z pasją, to po prostu nie ma dobrego głosu i potrafi być denerwujący. Oczywiście ot tylko moje subiektywne odczucia. A sama muzyka jest bardzo fajna. Pierwszy, tytułowy utwór rozpoczyna się dziarskim riffem i uderzeniami perkusji. Mija jednak kilka chwil, zanim muzycy przechodzą do sedna rzeczy. Jednak główny motyw za chwile zmieniają na inny, po kilku sekundach znów zmiana, potem to samo grane jest w trochę zmienionej wersji, później szybkie, rytmiczne zamieszanie… Zmienia się tu wszystko jak w kalejdoskopie, z prędkością i mocą huraganu. I tak panowie szarżują jak pancerna armia, a tu znienacka wyskakuje bardziej melodyjna zagrywka, a potem znów szybkie zmiany, kilka tematów i nasze uszy pieszczą melodyjne gitarowe solówki. Utwór „Prohibido nacer” trwa ponad 6 minut, ale dzięki wspomnianym ciągłym zmianom ani przez chwilę nie nuży. Najważniejsze, że całe to muzyczne zamieszanie ma sens, wszystko do siebie pasuje, nie ma tu absolutnie odczucia przypadkowości. A wszystko kończy się marszowym rytmem perkusji i podniosłym, stopniowo wyciszanym tematem gitary, który ustępuje miejsca akustycznej kodzie…

 Utwór numer dwa to „Campo desolado”. Poziom „zamieszania” zbliżony do pierwszego kawałka, choć całość jest mniej wściekła. Naprawdę fajne wrażenie robią wszystkie bardziej melodyjne riffy i solówki. Właśnie taką bardzo udana, szybkostrzelną, ale i melodyjną solówkę możemy usłyszeć w „Campo desolado”. W tle zespół gra melodyjnie, ale w porywającym tempie. U mnie spowodowało to przyspieszone bicie serca.

 I to właściwie na tyle jeżeli chodzi o tę epkę. Tak, niestety. Dalej w programie mamy już tylko przeróbkę „Ausgebombt” SODOM i kawałek „Prohibited be born”, czyli…”Prohibido nacer” zaśpiewane tym razem po angielsku.

 Do czego jeszcze można się przyczepić? Przede wszystkim do zbyt małej ilości materiału właśnie. No i może brzmienie ciut lepsze by się przydało (wokal zbyt wybija się ponad instrumenty). No i apel do zespołu: zmieńcie wokalistę! Tak czy owak, chętnie posłuchałbym czegoś więcej w przyszłości.