Exorcist-Utterances-of-Going-Forth-by-Day

  Nazwa EXORCIST, tytuł płyty i okładka nasunęły mi skojarzenia z mrocznym death metalem a’la INCANTATION. Taką muzyke lubie w małych dawkach, więc bez jakiejś specjalnej podniety zabrałem się odsłuchu „Utterances of Going Forth By Day”. I bardzo się kurde zdziwiłem. To z czym mamy do czynienia na omawianym albumie to old schoolowy thrash metal, podlany z lekka black metalowym klimatem i szczodrze doprawiony speed metalowymi melodiami.

 Określenie old school pojawiło się w tej recenzji nie przypadkowo. EXORCIST nie jest banda małolatów, którzy z miłości do idoli z lat 80tych postanowili zacząć grać metal. W tym przypadku jest trochę inaczej. EXORCIST swoje pierwsze demo nagrał już w roku 1986, ale z różnych przyczyn debiutanckiej płyty doczekał się dopiero w roku 2014. Biorąc to pod uwagę, wspomniane powyżej składniki muzycznej mikstury proponowanej przez zespół nie dziwią. W latach 80tych niejeden zespół grał melodyjny thrash ze złowieszczym (dziś nazywamy to black metalowym) klimatem.

 Bardzo żałuję, że dopiero w dwa lata po premierze zwróciłem uwagę na tę płytę, która jest na pewno jedną z najlepszych w historii polskiego thrash metalu. Co prawda z pewnych powodów kapcie mi z nóg nie spadły, ale na pewno z lekka się zsunęły. Z na maksa wyeksploatowanych muzycznych schematów i zużytych składników, EXORCIST przygotowali bardzo orzeźwiający koktajl. Przede wszystkim, te utwory są porywające. Hasłem przewodnim jest komenda: CAŁA NAPRZÓD. Nie oznacza to oczywiście, że mamy do czynienia z jednowymiarową młócką. Są zwolnienia, są różne aranżacyjne kombinacje, są bardziej melodyjne riffy (speed metal z lat 80tych kłania się nisko), są zaje…ste, świdrujące solówki. Ach, takie jak uwielbiam.

 Obok utworów bardzo intensywnych („Nun’s Sabbath”, „After the North Winds”) są i fragmenty spokojniejsze. Tu trzeba wskazać przede wszystkim ostatni na płycie, „Three Batallions”. Kawałek zaczyna się niczym symfoniczny black metal – są podniosłe klawisze, co brzmi bardzo dziwnie w stosunku do wcześniejszych thrashowych petard. Ostatecznie ta opowieść o Powstaniu Warszawskim przeradza się w podniosłą, bardzo klasycznie heavy metalową pieśń.

 Na wyróżnienie zasługują jeszcze trzy kompozycje. Jedna z nich, „The Last Deacon” to utwór z zamierzchłych czasów początków kapeli. Ostatnio został przypomniany również przez VADER na kompilacji „Future of the Past II”. Pozostałe dwie to coś, czego nie zrobił wcześniej żaden zespół metalowy. No bo czy słyszeliście jakikolwiek metalowy utwór poświęcony Bitwie pod Grunwaldem? Ja przynajmniej nic na ten temat nie wiem. A tu od razu mamy dwa kawałki poświęcone temu tematowi – „1410 Prolog – Before the Battle” i „1410 Epilog – Two Naked Swords”. Ten drugi rozłożył mnie na łopatki solówkami, a zwłaszcza ta początkową, zagraną bez przesteru, spokojną, refleksyjną. Jeden z lepszych fragmentów jakie kiedykolwiek usłyszałem na płycie thrash metalowej.

 Generalnie, cała płyta powala dynamiką zawartej na niej muzyki, która momentami wręcz poraża swoja energią. Jedyny zarzut jaki mogę wystosować to może to, że niektóre fragmenty trochę się ze sobą zlewają, ale słucham tej płyty dopiero drugi raz i może za jakiś czas będę sobie nucił te melodyjne riffy przy goleniu? reasumując, kapcie mi nie spadły, ale przy drugim przesłuchaniu albumu zaczęły dziwnie dymić i się topić…Płyta co najmniej bardzo dobra. Musicie koniecznie posłuchać.